Blog leżał odłogiem długi czas. Tutaj czas zapiernicza. Nawet nie wiem kiedy minęło pół roku od przyjazdu.
Aktualnie mam trochę wrażenie rutyny. Mam pracę, którą raczej utrzymam, jestem z kimś, mamy zamiar razem zamieszkać wkrótce... Ale to wszystko, przez to tempo, strasznie się powtarza.
No i strasznie otępiały jestem w sumie. Nie stworzyłem nic nowego. Zająłem miejsce pod koniec stawki w konkursie na remiks Wynardatage, ale to był tylko remiks, a nie tworzenie. Nie mogę napisać żadnego tekstu. Po prostu pustka w środku. Mimo tego całego szczęścia. Mimo, że wiem jak jest po drugiej stronie szczęścia.
Playlista na dziś:
The Dresden Dolls - The Dresden Dolls + Colorblind
No więc jestem w Anglii już trzy miesiące. Radzę sobie jak mogę. Praca była nawet. Co prawda po kilku tygodniach szukania (15 marca zacząłem, a przyjechałem 10 lutego), ale była. Dokładnie, była. W poniedziałek dowiedziałem się, że niepotrzebnie przyjeżdżałem. Niestety zmieniłem telefon i zapomniałem powiedzieć w agencji, więc mnie nie poinformowali. Taki lajf. Nie była to nie wiadomo jaka robota, ale była, dało się utrzymać (pracowałem przy zakładaniu uszczelek na różne elementy do montażu rynien i odpływów). Bywało wesoło.
Teraz ubiegam się o pracę w agencji pracy. Skończy się noszenie kolczyków do pracy. Najlepsze, że zapomniałem, że je noszę i tak poszedłem na rozmowę o pracę jako recepcjonista/administrator (to takie ichnie słówko na całą robotę papierkową). Nie będzie to raczej wielka różnica finansowo w stosunku do fabryki (maks funt różnicy, ale i to po miesiącu robi się ładnych parę funtów), ale przynajmniej nie będę zasuwał fizycznie. Obsługa ksero, kompa i telefona raczej nie są takie skomplikowane.
Muszę powiedzieć, że tutaj spotkałem dwoje kolejnych "normalnych" depeszy. Normalny znaczy tutaj tyle co "nie burak, cham itp". Jedno z nich jest świetnym kumplem, a drugie niesamowitą towarzyszką. Strasznie mnie podtrzymała na duchu kiedy było trzeba. A takich chwil było mnóstwo. Strasznie tutaj źle wystartowałem. Z resztą co tu mówić - prawie 5 tygodni na utrzymaniu siostry, utrata pracy, kryzys związany z pracą w fabryce (w pewnym momencie zaczęła mnie przytłaczać)... wspaniała kobieta. "And she likes me. SHE likes me. She likes ME." żeby sparafrazować jedną z moich ulubionych opowieści (film i książka).
Nie wiem co przyniesie przyszłość. Nie boję się jej jednak widząc, że mam dwie osoby, na które mogę w 100% liczyć.
Tym razem tytuł płyty, której jeszcze nie ma. I to nie mojej. Dzisiaj dostałem ostatnie utwory z debiutanckiej płyty E. No muszę powiedzieć, że jakby poprawić gitary, to byłoby już super. I to nie mówię tego przez wzgląd na wspólną przeszłość. No ale nie ważne.
Siedzę w Anglii już prawie miesiąc i nadal nie mam pracy. Dobija mnie to. W końcu sistera nie może mnie utrzymywać w nieskończoność. A w kwietniu jeszcze mama przyjeżdża. :/ W dodatku w kwietniu znajomi mają ślub i mam się tam stawić. No to już w ogóle masakra. Zobaczymy co będzie.
Playlista na dziś:
Hypertraxx - The Darkside (boskie)
The Chameleons - Home Is Where The Heart Is
Soman - Mask
W przyszłą środę lecę. Jestem przerażony. Przecież nie każdemu wychodzi wyjazd. Co będzie jak ja będę z tych, co to im nie wyszło? Szkoda gadać. W dodatku dowiedziałem się, że bardzo fajna osoba wraca do kraju, a jej znajomi prawdopodobnie zmieniają miasto. Zawsze to byli jacyś ludzie poza siostrą i jej koleżankami, a tak dupa. Szczególnie na początku, jak nie będę miał za co jechać gdzieś poza Donny. Z resztą, kto powiedział, że ludzie, których znam w pozostałych miastach Anglii chcą mnie w ogóle widzieć? To chyba nie był dobry pomysł...
Playlista na dziś:
Marylin Manson
Silence
Placebo
Renata Przemyk
Miała zadzwonić wczoraj. Po co mówić, że się zrobi coś, czego nie ma się zamiaru robić? Nie rozumiem. Mam dość. Chcę iść spać, obudzić się za 40 lat. Nawet jeśli dojdę do wniosku, że zmarnowałem swoje życie. Przynajmniej zmarnowałbym życie nie czekając na nikogo. Mam dość.
Playlista na dziś:
Tori Amos - Playboy Mommy, Winter, Gold Dust
Way Out West - Don't Forget Me
Ingrid Michaelson - Corner Of Your Heart
Faderhead - Exit Ghost, Horizon Born
Dzisiaj lecę na święta. Siostra mnie wkurzyła trochę. Powiedziałem, że spakowałem się w torbę i właściwie nie mam bagażu podręcznego, a ona na to, czy jestem pewny, że torba nie waży więcej niż 15kg. Wczoraj, jeszcze jak z nią rozmawiałem, byłem pewien tego. Dzisiaj już parę rzeczy wyjąłem. Mam wrażenie, że niepotrzebnie, ale to już szczegół.
Po koncercie Laibach J. się zmobilizowała i zaczęła w końcu planować wyjazd na Bałkany. Zaproponowała mi podróż. Chyba znaczy to, że jest z nami dobrze, nie? Zobaczymy co z tego wyjdzie. A ja po tym koncercie stwierdziłem, że muszę jechać na Słowenię, oświadczyć się, lub nawet porwać Minę Špiler. Chyba trzeba się będzie przejechać z J. Co do samego koncertu: jeśli będziecie mieli kiedyś okazję, to trzeba ich po prostu zobaczyć.
Playlista na dziś:
The Cold - Last Embrace
The Awakening - Tales of absolution + obsoletion
Dzisiejszy dzień należał do szczególnie udanych. W ogóle ostatnie kilka dni:
1. Iskra Kielce (aktualnie Vive Targi Kielce) jako pierwsza polska drużyna wyszła z grupy w Lidze Mistrzów. :D
2. Znalazłem możliwość obejrzenia ich meczy z LM w sieci za free
3. Mama zadzwoniła, że już skończyliśmy spłacać zadłużenie
4. Dostałem kredyt
5. Zarezerwowałem sobie już bilet na lot do Angolii. Lecę 10 lutego.
Coraz bardziej się denerwuję. W sumie nie wiem czym. Może tym, że niektóre rzeczy, o których myślałem, że są pewne nie będą takie pewne? A może ja po prostu za dużo myślę?
No i spóźniłem się na urodziny bloga :/ To jedyny minus ostatnich dni ;)
Playlista na dziś:
The Smiths - Louder Than Bombs
Synchropath - Coldness Hurts The Numb Ones
Combichrist - Live At The DNA Lounge (styczeń czy luty)
Covenant - Northern Light
A Covenant Of Thorns - If Heavens Should Fall
Wczoraj gadałem, chyba pierwszy raz tak na poważnie, z Szefową (portalu dla którego piszę recenzje). Dowiedziałem się, np. że nie sądzi, że mogłaby mi zaufać (to przez sytuację z M, przez którą nie jestem z J. - M. miał spać u mnie, ale jak się z J. pociąłem to wylądował na głowie właśnie Szefowej), ale zawsze się cieszy jak widzi mnie na imprezie. Dodatkowo sytuacja z J. się chyba stabilizuje.
Dzisiaj pierwszy raz od dłuższego czasu (od sylwestra?) bolała mnie z pijaństwa głowa. Nie to żebym jakoś specjalnie przesadził wczoraj. Po prostu jakoś się tak złożyło. Z resztą po piwie tak bywa. Nie ważne. Efekt taki, że nie zrobiłem w domu nic - pokój zasypany brudnymi ciuchami, na dywanie zbierają się kłaczki z moich włosów już... Trzeba będzie jutro nad tym zapanować. O ile znów nie wstanę tak jak dzisiaj - o 13.
Playlista na dziś:
Wayne Hussey - Bare
Placebo - mnóstwo różności i rzadkości
Dave Gahan - Hourglass (z naciskiem na Saw Something)
Nie poszedłem dzisiaj do pracy. Po prostu jakoś nie byłem w stanie wyleźć z łóżka. Nie wiem o co biega. Ale nie ma tego złego... posprzątałem pokój. Tzn może za dużo powiedziane, ale ogarnąłem lekko.
A z pozytywnych rzeczy, to na szczęście nie musiałem za rentgen płacić. Okazało się, że powtórne skierowanie, to żaden kłopot. I jutro mogę już w pracy okazać książeczkę zdrowia i pochwalić się wpisem "Nie stanowi zagrożenia epidemiologicznego". W ogóle ciekawe co by mi musiało być. Trąd?
Jakoś tak nie mogę się zebrać z załatwieniem niektórych rzeczy do wyjazdu. Zadzwonić o angielski suplement do dyplomu na przykład. Jakoś tak. I niestety zadłużenie karty coraz większe... :( Jakoś nie mogę sobie dać rady.
Z pozytywnych spraw wyszło, że dwa tygodnie temu miałem ok 100 odsłuchań mojej muzyki i 5 słuchaczy wg last.fm. To jest już coś. Tylko "niestety" większość z nich to K., która jakąś fascynację mną przeżywa. No cóż... Musiała coś złego zrobić, skoro trafiła na mnie ;)
Do tego lekki wkurw na samego siebie, bo zgubiłem skierowanie na prześwietlenie klaty do książeczki. A do końca października mam zrobić wszystko. A termin wizyty najpóźniejszy mam na środę.